Ten o tym jak uciec ze świata Google i nie płakać za nim

Świat Google jest bardzo piękny - darmowy, funkcjonalny, ładny i bezpieczny. Ma jednak swoją mroczną stronę.

Jak wiecie, bądź też nie, Google przez lata tworzyło swoją pozycję lidera dzięki budowaniu zaufania. Bardzo długo żyli według zasady “don’t be evil”, lecz w kwietniu 2018 r. po bardzo wielu słowach krytyki (tak, każde słowo jest innym odnośnikiem) Google usunęło swój slogan z kodeksu postępowania (ang. code of conduct) i zmieniło na na “do the right thing”.

Przykłady:

  1. Google naruszało prywatność otwartych sieci WiFi przy użyciu samochodów do zdjęć Google Maps
  2. Infografika sprzed 9 lat o tym jak Google narusza prywatność użytkowników
  3. Google, dzięki DNSom, może szacować statystyki odwiedzin stron, wie na jakie strony wchodzisz i z jakiego oprogramowania korzystasz
  4. Wypowiedź CEO Google o prywatności - “Jeśli chciałbyś ukryć coś przed innymi, może nie powieneś był tego w ogóle robić?”
  5. Google przez wiele lat czytało korespondencję na GMailu, by dostosowywać reklamy
  6. Google śledzi użytkowników nawet gdy wyłączyli historię lokalizacji
  7. Google uwielbia Cię śledzić - film
  8. Google zapomniało powiedzieć, że Nest Home ma mikrofon, więc reklamują go jako feature…
  9. …ale ma problemy, bo zostało wezwane przez senatora do odpowiedzi na pytania dot. tego “wyczynu”
  10. Google płaci Apple $9 milionów rocznie (w tym roku 12 milionów dolarów) by pozostać domyślną wyszukiwarką w Safari na iOS
    i wiele, wiele więcej.

Jeżeli coś jest darmowe to TY jesteś produktem. Ale są pewne wyjątki...

Taki jest model biznesowy Google i nic do tego nie mam. Mam natomiast dużo do tego, że wykorzystują zaufanie, które budują, do tego by zarabiać miliardy dolarów rocznie na naszych prywatnych danych. Ludzie nie zdają sobie sprawy ze skali tego co robi Google i nie mają zielonego pojęcia, że są dosłownie odzierani z resztek prywatności. Wiem, że nie, bo sam jak byłem młodszy to myślałem ciepło o Google. Teraz sporo się zmieniło. Zmieniło się też podejście Google. Teraz jeszcze bardziej próbują budować zaufanie mówiąc, że chronią nasze dane. Kilka miesięcy później lokalizowana jest luka w Google+, dzięki której można było wydobyć dane 52,5 miliona użytkowników. I Google nie wie czy ktoś przypadkiem tego błędu nie użył, bo miał logi z 2 tygodni, a luka była dostępna od 3 lat. Google mówi wprost, że chroni naszą prywatność, gdy każdy bardziej rozgarnięty człowiek wie, że tak nie jest.
Problem w tym, że nie każdy jest rozgarnięty.

Uzależnienie od niszczących naszą prywatność usług rośnie i będzie rosło

Bo nie ma innych, które są tak dobre jak usługi Google. Dodatkowo Google łączy wszystko w jednym koncie i nie musimy się męczyć z przelogowywaniem między usługami. Tego nie da się przeskoczyć dopóki nie powstanie otwartoźródłowy respektujący prywatność zamiennik Google. Istnieje jednak coś takiego jak menedżer haseł i zamienniki usług Google’a.

Dzisiaj napiszę o tym jakich darmowych i otwartoźródłowych alternatyw dla Google używam. I uwierzcie mi, jak ja zostaję na dłużej przy jakiejś usłudze rezygnując z Googlowskiego odpowiednika oznacza to, że raczej każdy odnajdzie się w tej usłudze i zdecydowanej większości się spodoba.

Patrz Google, da się!

Zacznijmy od przeglądarki.
Bądźmy szczerzy, Chrome jest obecnie jedną z najlepszych i i najpopularniejszych przeglądarek. Głównie przez świetny silnik - Chromium. A gdyby tak stworzyć przeglądarkę, która dba o prywatność, blokuje reklamy, które mogą być zagrożeniem dla użytkownika, zwłaszcza mniej technicznego oraz zagrożeniem dla prywatności; która posiada tak dużo rozszerzeń jak Chrome i jest otwartoźródłowa… Gdyby tylko istniała taka przeglądarka…
Istnieje! Nazywa się Brave. Jest oparta na silniku Chromium, ma wywalone wszystko co może naruszać naszą prywatność, gdyż prywatność jest głównym z założeń teamu, który go tworzy. Posiada wbudowanego adblocka, który blokuje nawet fingerprinting (!). Synchronizacja między urządzeniami jest szyfrowana, a Brave na Androida, według doniesień CNETu, zużywa 35% mniej baterii niż Chrome.

Dodatkowo Brave posiada program wspierania twórców piszących o prywatności
(chyba się kwalifikuję ;) - 1

Działa on w ten sposób, że zarabiamy BAT (Basic Attention Token) na korzystaniu z przeglądarki (whitelista reklam, które dbają o prywatność; można mieć adblocka, a i tak dostajemy 30-40 BAT/miesiąc) i odwiedzając strony, które są zweryfikowanymi wydawcami Brave są one dopisywane do miesięcznego rozdysponowania (domyślnie inne strony też, dlatego we wspieraniu automatycznym wyłączcie opcję wspierania niezweryfikowanych stron).
I nie, nie reklamuję Brave dlatego, że jak go używasz i czytasz moją stronę to mogę sobie zarobić. Po pierwsze są to łamane grosze, za które pewnie nie uda mi się nawet kupić kawy, a po drugie tworzę tego bloga nonprofitowo i jest to zapisane tu. Doradzam używanie Brave ze względu na to, że jest to połączenie najlepszej przeglądarki i najlepszej prywatności.
Brave posiada nawet wbudowanego Tora (!) więc jak chcę poczytać kontrowersyjne newsy z krajów objętych cenzurą to mam do tego odpowiedni tryb i nie muszę się przełączać między przeglądarkami. Jest to bardzo wygodne.

Pobierz Brave wspierając bloga - link ref
Pobierz Brave nie wspierając bloga - czysty link

Poczytaj o historii Brave i jego misji

Mój znajomy po dwóch dniach używania Brave stwierdził, że zostaje przy niej. Ja natomiast przekonałem się po tygodniu, gdy porównałem wydajność Brave i używanego wcześniej Firefoxa. Jednak największym atutem, który mnie zatrzymał przy Bravie do teraz była obecność wszystkich rozszerzeń z Chrome, a ich jak wiemy jest najwięcej, w tym rozszerzenia Authy dzięki czemu nie muszę spoglądać na telefon, gdy chcę się zalogować do np. Protonmaila.

No właśnie… Protonmail, czyli jedna z moich głównych skrzynek pocztowych. Jeżeli masz do wysłania do mnie jakąś bardziej prywatną wiadomość to skorzystaj z adresu arturro43@protonmail.com i mojego klucza publicznego.

Dlaczego protonmail, a nie gmail? Po pierwsze dlatego, że protonmail jest szyfrowany end-to-end. Oznacza to, że Protonmail nie ma zielonego pojęcia jakie wiadomości na serwerze, gdyż proces szyfrowania i odszyfrowywania następuje na Twoim urządzeniu. Po drugie - prywatność. Protonmail nie czyta maili, ani nie udostępnia API do czytania maili. Bo nie ma jak.

Konto na protonmailu założyłem natychmiast po tym jak się dowiedziałem o powstaniu protonmaila. Moje konto było nawet w tym słynnym queue, bo weryfikacja kont była ręczna i czekałem parę tygodni (albo miesięcy?) na utworzenie konta. Niestety konto u szwajcarskiego dostawcy nie zastępuje mi konta na gmailu. I obawiam się, że nigdy nie zastąpi. Korzystam też z protonmaila dlatego, że działają aktywnie na rzecz ochrony prywatności.

Natomiast główną usługę Google, która utworzyła światowego lidera w praktycznie wszystkim, czyli wyszukiwarkę zastąpiłem nie DuckDuckGo (co byłoby raczej naturalnym wyborem dla większości odchodzącej od Google seach) a startpage.com. Dlaczego? Sprawa jest bardziej złożona niż się wydaje.
Testowałem DuckDuckGo przez tydzień i dłużej nie wytrzymałem. Po prosto Google jest znacznie lepszy z wynikami, posiada bardziej zaawansowane opcje filtrowania itp. DuckDuckGo posiada natomiast Bangi, do których się nawet przyzwyczaiłem. Ale nie kupiło mnie to, by zostać z gorszymi wynikami na dłużej. Na tym miejscu muszę zaznaczyć - jeżeli jesteś zielony w filtrach wyszukiania, np. nie wiesz czym jest np. site:, i używasz przeglądarki głównie by znaleźć swoją pocztę, bank, czy serwis z wiadomościami to DuckDuckGo jest ŚWIETNYM wyborem, który bardzo Ci się spodoba i musisz go przetestować. Moje złe wrażenia wynikają tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia do wyników Google (np. tego że jak szukam czegoś jakiegoś sklepu to szukam go w Polsce, a nie chcę zostać przeniesiony na główną stronę w języku angielskim) i mojego zaawansowanego wyszukiwania.

Dlaczego więc startpage? Głównie ze względu na wyniki od Google i naprawdę cudowne statementy na głównej stronie. No przeczytajcie tylko - “Kiedy byliśmy mali, uczono nas, aby nie dotykać rzeczy, które nie należą do nas. To dobra lekcja. Dlaczego więc firmy internetowe gromadzą nasze dane osobowe bez naszej zgody? Nie powinny. Dlatego opracowujemy narzędzia online, które pomagają zachować kontrolę nad danymi osobowymi. […] Dlaczego?

Ponieważ wierzymy, że dane osobowe powinny być twoimi danymi, a nie Big Data. Kropka.” - cytat “Nasza historia” na startpage.com.
Gdy to przeczytałem to zrozumiałem, że jednak na świecie są ludzie, którzy naprawdę chcą dobrze i myślą zupełnie tak jak ja.

Kolejną usługą, którą zastępuje mi usługi Google jest Cryptee. Cryptee jest szyfrowanym end-to-end serwisem do tworzenia dokumentów (ten artykuł był pisany w głównej mierze właśnie na Cryptee) a także do przechowywania zdjęć (zero-knowledge cloud). Powiem zupełnie szczerze - Cryptee jest tak piękne, że zastąpiło mi Google Docs nie ze względu na “zapewnianie anonimowości, bezpieczeństwa”, tego że “nawet gdy ktoś poprosi Cię o to byś się zalogował na swoje konto przed nim to pliki w Ghost folderze pozostaną ukryte” i tego że “Cryptee nie wymaga aplikacji, więc nikt nie będzie wiedział że używasz Cryptee przez historię używanych aplikacji” tylko dlatego, że po prostu Cryptee jest piękny.

Wymieniłem co najmniej dwa serwisy, które wymagają osobnych kont. Zapamiętanie dwóch różnych szesnastoznakowych haseł to wyczyn nawet dla mnie. Dlatego obecnie najważniejszym narzędziem, które powienien używać każdy jest menedżer haseł. Google również ma swój menedżer haseł - dzięki niemu wie gdzie mamy założone konta, gdzie się często logujemy itp.
Ja mam natomiast bezpieczniejszą, bardziej prywatną opcję - jest nim Bitwarden. Bitwarden, zdaniem moim i kolegi od Brave, jest świetny. Bo naprawdę jest - jest otwartoźródłowy, posiada możliwość self hostu więc jeżeli bardzo boimy się o swoje hasła to możemy naszego serwera do ich przechowywania. Używam Bitwardena od miesięcy i nie widzę życia bez niego. Przysięgam.

Okej, a co z jakimiś mniejszymi usługami Google, które często używamy na codzień? Dla nich też są zamienniki. Niektóre są nawet lepsze niż usługi giganta. Tak jest na przykład z deepl.com, który moim zdaniem w wielu momentach bije na głowę translatora Google.

Tragiczne Google Notes (którego tak naprawdę nigdy nie używałem) ma swój otwartoźródłowy i szyfrowany zamiennik - Turtl. Działa naprawdę świetnie i faktycznie “zastępuje Evernote”.

A i jeszcze można mieć własny serwer. Można poszukać jakichś tanich dostawców VPS i używać do wszystkiego jednej platformy - Nextcloud. Nextcloud jest opensourceową platformą do synchronizacji plików - czytaj: zamiennik Google Drive, ale też tworzenia dokumentów, czy czatu. Zostawiłem to na koniec, gdyż trzeba mieć własny serwer, a chciałem Wam pokazać zamienniki, których używam i używam ich za darmo, zupełnie jak usług Google, tylko że z zachowaniem pełni prywatności. Widzisz Google? Da się!

By uciec ze świata Google wcale nie trzeba nabierać wyrzeczeń i mówić sobie "to jest koszt za prywatność"

W tym systemie narzędzi, które dbają o moją prywatność, tkwię już miesiące, a w przypadku niektórych usług nawet wiele lat. I jest mi z tym bardzo dobrze.
Bardzo się cieszę, że mogę przy użyciu przeglądarki, która nie wysyła mojej historii na niczyje serwery mogę wyszukać sobie objawy jakiejś choroby, przefiltrować znalezione informacje, zapisać je w podręcznym notatniku, napisać o nich maila do mojego znajomego lekarza, który szyfruje swoją korespondencję przy użyciu PGP; dostać od niego informacje o tym co mi może dolegać i jakie poleca leki, zapisać ich nazwy w dokumencie po odszyfrowaniu hasłem, którego nigdy nie widziałem na oczy i następnego dnia pójść do apteki i kupić to co mi polecił bez wiedzy kogokolwiek poza mną i znajomym, że coś mi dolega. Prawda, że piękne?

Cały swój artykuł podsumuję lekko zredagowanym cytatem poleconej w nim wyszukiwarki.

“Chronimy Twoją prywatność nie dlatego, że masz coś do ukrycia, ale dlatego, że masz dużo do ochrony!”

Opublikowano March 2, 2019